Wczorajszą debatę czterech głównych kandydatów do prezydentury w zgodnej opinii większości obserwatorów wygrał Grzegorz Napieralski. Kaczyński zaprezentował się całkiem nieźle, Komorowski – raczej słabo (ktoś słusznie powiedział, że zdecydowany lider sondaży powinien jasno udowodnić swoją dominację, a tego kandydat PO nie zrobił). Pawlak, jak to Pawlak, dał radę, ale nic ponadto; najbardziej podobał mi się komentarz na temat jego nadzwyczajnej aktywności ruchowej: Waldemar Pawlak wyróżniał się gestykulacją – ciekawe, czy również mimiką ;)

 

No ale nie o marketingu zamierzam pisać, lecz o Napieralskim. Moim zdaniem jedynym kandydacie z jajami.

 

Pisałem już, że lider SLD jako jedyny z wielkiej czwórki sukcesywnie zyskuje w sondażach. A przypomnijmy sobie, co mówiono tuż po ogłoszeniu przezeń startu w wyborach – nawet Ryszard Kalisz, ogłaszając decyzję swego pryncypała, wyglądał – najdelikatniej mówiąc – na niezbyt przekonanego. Ten ruch va banque przez wielu oceniany był jako samobójczy – Napieralski miał bowiem dostać trzy procent, zostać oskalpowany przez spółkę Olejniczaka z Kaliszem, oraz definitywnie pożegnać się z rolą poważnego gracza na polskiej scenie politycznej.

 

Tymczasem dziś ryzykowna decyzja Napieralskiego jawi się jako pokerowa zagrywka – jeśli kandydat SLD otrzyma dziesięć, a może kilkanaście procent poparcia, nikt już nie ośmieli się zakwestionować jego przywództwa na lewicy.

 

Ten stremowany chłopak, jakiego znamy z konwencji Sojuszu, naprawdę politycznie dojrzał, o czym świadczą choćby efektywne negocjacje z PO na temat obsadzenia stanowiska szefa NBP. Napieralski gra zresztą na wielu fortepianach, co wzbudza czasem moja irytację – mam mu za złe choćby kontakty z duetem Kwiatkowski-Czarzasty oraz medialny sojusz z PiS (TVP Info jest o wiele bardziej obiektywna niż jedynka, ale nie ukrywajmy, że Napieralski przyłożył rękę do kolejnego zawłaszczenia tzw. publicznej TV).

 

Nie zmienia to jednak podstawowego faktu: lider SLD jest na fali. Bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza że już dawno znudziły mi się prawicowo-prawicowe połajanki pomiędzy Komorowskim i Kaczyńskim.